Marmorini wyjaśnia

pią, 15 sierpnia 2014 godz. 20:29:40 skomentuj F1

Luca Marmorini | Fot. FerrariLuca Marmorini, były dyrektor działu silników i elektroniki Ferrari, zwolniony po kiepskich wynikach F14 T, przekazał włoskim mediom swoją opinię na temat tegorocznego single-seatera ze skaczącym koniem.

- Otworzyłem usta, żeby odpowiedzieć na serię prowokacji - powiedział Marmorini Leo Turriniemu. - Pojawiła się opinia, że wszystkie nieszczęścia F14 T są winą jednostki napędowej. Spójrzmy, jak wygląda prawda. Razem z moimi współpracownikami upakowaliśmy jednostkę napędową w pewnych wymiarach, mniejszych niż w przypadku Mercedesa i Renault, ponieważ poprosił nas o to szef projektu, pan Tombazis. On chciał bardzo kompaktową jednostkę napędową, z małymi chłodnicami. Mniejszą moc miały zrównoważyć rozwiązania aerodynamiczne, które gwarantowały nam przewagę w rywalizacji z samochodami Mercedesa i Renault. Zrobiliśmy więc dokładnie tak, ale gdy przyszło do konfrontacji z konkurencją, mieliśmy oczywiście mniej koni, jednak absolutnie nie istniała kompensacja wynikająca z lepszej aerodynamiki.

Chciałem to wyjaśnić Marco Mattiacciemu, gdy zajął miejsce Domenicalego, ale w ciągu trzech miesięcy zamieniłem tylko kilka słów z Mattiaccim. Spotkaliśmy się dwa razy - najpierw, żeby się przywitać, a drugi raz, gdy wręczono mi pismo potwierdzające moje pożegnanie z firmą.

Naprawdę nie chcę nikogo oskarżać. Jestem jednak zaskoczony tym, że Ferrari otwiera drogę do działu wyścigowego dla niedoświadczonych osób słuchając doradców, którzy do tej pory nic nie pokazali, ale cieszą się bezgranicznym zaufaniem. Kim są ci doradcy? To Pat Fry i James Allison. Ferrari ryzykuje zniszczenie fundamentów, na których w przeszłości zbudowano wiele sukcesów. Nie mówię o mnie, ja już odszedłem. Jest mi jednak przykro z powodu inżynierów, których znam, którzy nadal tam pracują, dobrych specjalistów, którzy obecnie zostali zdemoralizowani. Binotto jako mój następca? Bardzo go lubię. Życzyłbym sobie tylko, żeby nie stawiał ponad wszystko interesu własnej kariery.

To nieprawda, że podpisałem już kontrakt z Renault. Nie za bardzo lubię Formułę 1, w której silnikowiec praktycznie nie może pracować nad swoim dziełem, bo regulamin narzuca zamrożenie takich prac. Wyścigi Grand Prix mają jednak swój urok. Być może za miesiąc zmienię zdanie i powrócę na tor.